czwartek, 3 grudnia 2015

Gorszy dzień

   Rzuciła Cię Twoja druga połówka. Dostałeś najgorszą ocenę w klasie. Straciłeś bliską Ci osobę. Uciekł Ci autobus i przemarzłeś czekając na kolejny. Zepsuło się Tobie auto, telefon, telewizor, komputer. I co tam jeszcze Cię negatywnego spotkało...
   Sytuacji, które psują nam humor w ciągu dnia może być tysiące i każdy z nas ich doświadcza! Czasem te negatywne momenty mogą być nawet skutkiem naszych działań - czy tego chcemy czy nie.
   Jeżeli wszystko wokół co Cię spotyka to tylko nieprzyjemności, które Cię ranią, to je przeżyj! Mamy emocje po to, by z nich korzystać. Jeśli jest Ci źle - uroń łzę, jedną, drugą, czy 40 kolejnych - jesteśmy ludźmi i to też jest ludzkie.
   W tym krótkim wpisie chciałem Tobie powiedzieć, że będzie dobrze! Każde doświadczenie na nas wpływa - nie jesteśmy tą samą osobą, co rok, miesiąc, tydzień czy dzień temu! Wszystko nas kształtuje! I dobre i złe chwile! A co jest najlepszym lekarstwem na złe chwile?(dobra dobra... wiem, że każdy ma swój sposób na smutek ale ten każdy sposób ma wspólny pierwiastek) Czas! A on i tak upłynie, dlatego żyj dalej, zajmuj się tym, czym zajmowałeś się do tej pory i zobaczysz, że zanim się obejrzysz znów będzie dobrze!

niedziela, 18 października 2015

Bądź Szalony!

   Spójrz: siedzisz teraz przed laptopem, czytasz ten tekst będąc oddalony ode mnie wiele kilometrów, jesteś w betonowej konstrukcji, być może na którymś piętrze, masz w kieszeni telefon, jedziesz autem, lecisz samolotem.
   To wszystko zostało stworzone przez ludzi, nieco innych niż większość, trochę odstających od rzeczywistości, choć nazywamy ich geniuszami, to dla mnie są... Szaleńcami! Ponieważ mieli odwagę by marzyć - mało tego! Mieli odwagę by realizować swoje marzenia, nie zważając na to, co mówili wszyscy dookoła! Byli na tyle szaleni by stać się kolorowym pikselem na czarno białym ekranie! Kiedyś Steve Jobs wymarzył sobie dzień, w którym każdy z nas może mieć komputer w domu - w tym dniu zniknęła bariera jaką jest ludzka wyobraźnia i nic nie stało już na drodze: miniaturyzował podzespoły i po paru latach wytężonej pracy w końcu się udało!
Vinton Gray Cerf wpadł na pomysł by w przyszłości ludzie mogli się ze sobą łączyć za pomocą Internetu i dziś czytasz ten post będąc wiele kilometrów ode mnie.
   Oni byli uważani za szaleńców przez społeczeństwo, bo robili coś czego nikt wcześniej być może nie próbował i oczywiście innych przykładów są miliony! Wszystko co nas otacza: od rzeczy najmniejszych, do największych, zostało stworzone przez takich szaleńców, którzy nie przejmowali się demotywacją i brakiem wsparcia od innych. Oni chcieli być inni i tacy byli!
   Mam marzenia, mierzę wysoko, chcę osiągnąć w niedalekiej przyszłości to, na co inni pracowali całe życie. Dlaczego? Bo jestem niecierpliwy i wiem, że to może się udać! Wiele razy kreślony plan mi pomoże, ale jak już wcześniej mówiłem: musiałem się wyrwać z nurtu rzeczywistości i noszę brzemię demotywacji. Każdego dnia, od pobudki, do zaśnięcia pracuję nad własnym sukcesem, w jednej chwili robię jeden krok i wiem, że kiedyś mi się uda, bo dopóki próbuję to jest szansa!
   Teraz wyobraźmy sobie jak wyglądałby Świat, kiedy każdy kto odważył się mieć marzenia został stłamszony przez rzeczywistość: mieszkanie w jaskini, brak prądu, mebli, a o internecie i komputerach nie ma nawet co wspominać - ludzkość stałaby wciąż w miejscu. Lecz tak nie jest, a to wszystko zawdzięczamy osobom, które były szalone, które odebrały śmierci i ofiarowały światu swoje marzenia!
   A Ty? Czy jesteś tylko czarnym pikselem na czarno białym ekranie rzeczywistości? Zapalającym się i gasnącym wtedy, gdy ktoś da sygnał? Jeśli tak - szkoda, bo za kilkadziesiąt lat zabierzesz ze sobą coś, co być może nikt inny nie stworzy, na zawsze.

środa, 14 października 2015

Niezwykłość zwykłego dnia

   Niestety... My, ludzie, jesteśmy przyzwyczajeni do posiadania: Domu, Mamy, Taty, Brata czy Siostry, Przyjaciół, Zdrowia, pieniędzy i jedzenia. Żyjemy z dnia na dzień, pędzimy, cały czas goni nas czas, jesteśmy ślepi na to co mamy. A kiedy którąkolwiek z tych rzeczy doceniamy?
   Kiedy stracimy. Docenimy Zdrowie, gdy zachorujemy, docenimy Dom, gdy wylądujemy na ulicy, docenimy najbliższe nam osoby, dopiero wtedy gdy je stracimy. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do posiadania ich dzień w dzień, są w każdym momencie naszego życia dostępni, lecz dopiero wtedy, gdy ta bliskość się skończy, zauważymy jak wielką rolę każda ta osoba, stan czy rzecz, którą posiadaliśmy, dla nas pełniła. Nie myślimy o tym, że w każdym momencie możemy to stracić - wystarczy chwila, ułamek sekundy, by to co było dla nas od zawsze, zniknęło na zawsze.
   Albo wyobraźmy sobie sytuację, w której my coś posiadamy od zawsze, a druga osoba nigdy tego nie miała. Chociażby niezwykły zmysł wzroku: każdy kto to czyta ma ten dar i szczęście, że może to zrobić bez przeszkód, jednak są też osoby, które nie widzą i nie mogą przeczytać tego, co teraz Wam chcę przekazać, choć mimo to, ta osoba czuje więcej, słyszy więcej i kto wie - może właśnie ona widzi więcej będąc ślepym - niż my.
   To o czym mówię to wdzięczność. Wdzięczność za to, że dzisiaj znów wstało słońce, bo to czy jutro znów wstanie nie jest oczywiste: to, że od czterech i pół miliarda lat wschodzi słońce na wschodzie i zachodzi na zachodzie, nie oznacza że jutro znów tak się stanie, ponieważ jest tysiące powodów, które by mogły temu zapobiec: wojna, wybuch wulkanu, asteroida uderzająca w ziemię czy choćby własna śmierć.
   Każdy organizm żyjący na tym świecie, jest cudem biologii, ponieważ tak, a nie inaczej ułożyły się komórki. To, że mamy pory roku, ponieważ znaleźliśmy się na tyle daleko i blisko słońca, że możemy ciągle żyć. To, że mamy wszystkie kończyny, bo mogliśmy się urodzić bez jednej ręki, czy dwóch nóg. To, że najprawdopodobniej w Twojej kieszeni znajduje się urządzenie umożliwiające Ci kontakt z osobą oddaloną tysiące kilometrów od Ciebie, ponieważ ktoś wpadł na taki pomysł i to zrealizował.
   Jest to bolesne słysząc osoby, które mówią, że w jego życiu nie ma nic niezwykłego, że jego świat jest szary i bezuczuciowy. Jest to bolesne, że niektóre osoby są na tyle ograniczone... Dlatego połóż się, pomyśl, zaśnij, a gdy się obudzisz, spraw byś dostrzegał to, co wcześniej było przez Ciebie niedostrzegane, a gwarantuje Ci, że uśmiechniesz się nawet w deszczowy dzień, bo uświadomisz sobie, że są takie miejsca na świecie, gdzie deszcz jest też potrzebny, choć nigdy tam nie pada.

poniedziałek, 5 października 2015

Mektub

   Gdy się rodzimy oprócz nas powstaje plan napisany Ręką Boga. Ten plan może być nazywany też losem, układem gwiazd, układem kart, albo Mektub czyli "Jest Zapisane" - tyle nazw, ile wyznań i wierzeń - każdy z nas wierzy w coś innego. Ale są również osoby, które powiedzą, że nic z tych rzeczy nie istnieje i twierdzą, że ich życie jest zupełnie autonomiczne i plastyczne. Oni ani nie mówią prawdy, ani też nie kłamią. Dlaczego?
   Otóż oprócz tego co jest nam zapisane, istnieją symbole, albo drogowskazy,  pozwalające nam spełniać Plan dla nas przeznaczony oraz własna wola, która pozwala nam wybierać między symbolami, a czymś co sami chcemy kreować.
   Skupmy się teraz na symbolach. Są to rzeczy, chwile, słowa czy okazje, po prostu wszystko to co moglibyśmy w jakiś sposób zinterpretować albo wykorzystać, byśmy mogli iść drogą dla nas zapisaną. Czasem mijamy te znaki bezwiednie, czasem źle interpretujemy, a czasem po prostu nie chcemy ich brać pod uwagę. Czy którakolwiek opcja jest zła? Absolutnie nie! Ponieważ każdy krok, każde słowo i czyn - to my!
   Mektub to coś na kształt scenariusza, możemy go odrzucić, wybierać najciekawsze momenty albo zaadaptować w całości. To jest nasze życie i to ile spełnimy z planu, a ile z własnej inicjatywy - zależy tylko i wyłącznie od nas! No dobra, teoria to wciąż tylko teoria, a jakie są fakty?
   Fakty są takie, że te symbole pojawiają się wtedy kiedy ich potrzebujemy, bądź nie i nie ma co się nawet za nimi oglądać, gdy się same nie ujawnią. Takim symbolem był wyjazd w Góry Izerskie. Od kilku tygodni "szukałem" nowych znajomości, ponieważ chciałem poszerzyć grono osób, którymi jestem otoczony i choć posiadam oraz kocham paczkę przyjaciół, z którymi często się widuję, to chciałem wprowadzić coś nowego do swojego życia. Aż pewnego dnia dotarła do mnie informacja na temat owego wyjazdu, na który oczywiście się zgłosiłem, choć jechałem sam - nawet bez znajomego opiekuna. Jechałem kompletnie w ciemno, nie znałem planu, opiekunów, miejsca docelowego, wiedziałem jedynie ile mam zapłacić, co ze sobą wziąć, oraz gdzie i kiedy stawić się na zbiórce.
   Co mi to dało? Po trzecie: narodziła się we mnie miłość do gór, po drugie: poszerzyłem swoją wiedzę na temat nieba i po pierwsze najważniejsze: poznałem wiele wspaniałych ludków z innych szkół, które są podobnie szarpnięte jak ja - co w sumie miałem za główny cel tego wyjazdu.
   Jak widać na wyżej napisanej krótkiej historyjce: symbole są, istnieją, pojawiają się i znikają, a my decydujemy się czy z nich skorzystamy, Choć i tak największe jest Szczęście Początkującego.

poniedziałek, 21 września 2015

Własna Legenda

   Marzenia rozpoczynają się w naszej głowie tak jak każda opowieść wstępem, pracujemy nad ich spełnieniem wiele lat jak rozwinięcie spisane na wielu stronach i kończy się osiągnięciem celu, jak książka epilogiem. Spełnianie jest opowieścią, której jesteśmy autorami, a nosi ona tytuł "Własna Legenda".
   Własną Legendę rozpoczynamy wtedy kiedy pojawiają się pierwsze marzenia, cele czy sny. Czasami sami nie wiemy czego chcemy i pragniemy - radzimy się osób starszych czy bardziej doświadczonych w życiu niż my, by nam pomogły siebie samych zrozumieć. Mija dużo czasu zanim podejmiemy jakąkolwiek decyzję przybliżającą nas do celu. Gdy już znajdziemy się na tej drodze, możemy nie wiedzieć którędy mamy iść, ale w obraniu kierunku pomogą nam nawet przypadkowe osoby, tylko musimy mieć już jasno określony cel, bo bez tego niestety, ale będziemy mogli co najwyżej wrócić do punktu wyjścia. W naszej Własnej Legendzie znajdzie się wiele rozdziałów, w których na pozór stoimy w miejscu, ale tak naprawdę wciąż posuwamy się do przodu.
   Jako przykład podam, że aby pójść dalej musimy gdzieś wyjechać, ale nim jeszcze wyjedziemy musimy na to zarobić. Zatrudniamy się jako kelner/ka, czy roznosiciel ulotek i mimo, że co dnia znajdujemy się w tym samym miejscu i robimy to samo, to każda złotówka zarobiona podczas pracy zbliża nas do wyjazdu. I po pewnym czasie dziękujemy szefowi, zrzucamy fartuch, kupujemy bilet i wyjeżdżamy. Przez ten cały czas mogło się wydawać, że stoimy w miejscu, ale tak naprawdę szliśmy wciąż do przodu.
   Następnymi rozdziałami są próby wiary w nasze marzenie. Idąc napotykamy przeszkodę, jest ona niczym ściana, której nie możemy przejść, ani obejść, ani podkopać. W tym momencie szukamy jej najsłabszego miejsca, czyli takiego, w którym nasza siła jest największa. Czasem wystarczy wiara we własne marzenia, albo jak to się mówi: "kto nie ma w głowie, ten ma w rękach". Ścianą tą może być ogromne wyzwanie, ciężka sytuacja, którą albo zmyślnie "przesuniemy", albo siłą własnych rąk i nóg zburzymy, ciężko przy tym pracując.
   Kiedy już znajdziemy się na ostatniej prostej, kiedy zobaczymy nasz cel, nasza wiara i siła wzrasta kilkudziesięciokrotnie, do takiego stanu, że nie jest w stanie nas już nic zatrzymać. Dobiegamy do mety, osiągamy wyznaczony cel, spoglądamy  w tył i widzimy drogę usnutą ślepymi zaułkami, spowolnieniami i zakrętami, którą przeszliśmy.
   Tu Własna Legenda się kończy. Zamykamy tę opowieść i możemy zacząć następną, albo po niej żyć naszym nowym życiem. A co jeśli to wszystko tak naprawdę Mektub?
 
 

czwartek, 17 września 2015

Kłaniam się nisko!

Cześć i czołem!
   Dziś jest wielki dzień albowiem jest to dzień, w którym zdecydowałem kontynuować spisywanie swoich przemyśleń i "rozkmin" właśnie tutaj. Dlaczego właśnie tutaj, a nie na nowym blogu, w którym wszystko byłoby nowe i nie czytalibyście moich starszych postów? Bo właśnie o to chodzi! Chcę byście mogli zobaczyć jak zmieniają się moje poglądy i opinie, a na dodatek nie raz będę wracał do starszych wpisów, pisał te same tytuły i dawał linki do starego wydania postu o tej samej tematyce.
   Dlaczego? Ponieważ, w jednej żółtej książce było napisane, że nie wolno się wstydzić swojego dawnego ja, bo to przeszłość nas tworzy, bo to my kiedyś byliśmy tą osobą - czy tego chcemy czy nie. Dlatego uznałem to za rewelacyjny pomysł, na dalsze prowadzenie bloga! Nie wiem czy będę pisał tak samo często jak przy pierwszym początku bloga... Niestety, takie są uroki liceum, pracy nad marzeniami i poświęceń związanych z pasją.
   Podsumowując... Kłaniam się nisko i oficjalnie mogę Was przywitać na moim nowo otwartym starym blogu! A już za parę dni wtajemniczę Was w Moją Własną Legendę.

wtorek, 30 grudnia 2014

Oto ja...

    Oto ja... Piętnastoletni chłopak w zeszłym roku założył bloga, w którym chciał zapisywać swoje przemyślenia, poglądy, bo poczułem potrzebę dzielenia się tym z innymi, a głęboko w sercu miałem i dalej mam mały płomyczek nadziei, że komuś w jakikolwiek sposób pomogłem albo coś opowiedziałem o czym nie myślał.
    Problemem była tylko nazwa... Ale w końcu! Wraz z moją nieograniczoną i niczym nie poskromioną wyobraźnią wymyśliliśmy wspólnie "Nie trać nadziei" (to jest oficjalna nazwa, przez pierwsze dni blog nazywał się "Nie trać nadzieji", ale poprawiła mnie moja instruktorka od jazdy konnej, której do dziś jestem jej za to wdzięczny!).
    Nie byłem do końca przekonany co do istnienia tego wszystkiego na początku, bo największą moją przeszkodą była bardzo zaniżona ocena moich tekstów (i do dziś niektórych się wstydzę), a każdy tekst nim trafił do publiki był podsyłany dobrym znajomym, którzy ten tekst skrupulatnie czytali wyłapując przejęzyczenia, złe synonimy, literówki i inne takie błędy, za co jestem im ogromnie wdzięczny!
    Dziś jednak kończę pewien rozdział z mojego życia... Osiągnąłem oszałamiający wynik 10.000 wyświetleń oraz grono 16 obserwatorów, którym dziękuję, że czytali te moje wypociny ;) .
    Blog ten był pisany przeżyciami, myślami, uczuciami, ale co najważniejsze - historiami ludzi! Bo to dla nich to wszystko robiłem! Wiele osób poznałem, z wieloma osobami rozmawiałem i powiem Wam, że ilość tragedii, uśmiechów, wzlotów i upadków, które w stanie jest przynieść życie jest oszałamiająca! Ale to mi pokazało jak różni i zgodni w wielu sprawach jesteśmy.
    Dziś stoję na własnym szczycie, który zdobyłem i powiem Wam, że widoki są przepiękne! Osiągnąłem coś, co dla niektórych nie jest żadnym wyczynem, a drugim to się nie śniło, jednak w tym całym krajobrazie widzę kolejny szczyt, a wraz z nim marzenie!
    To marzenie jest związane z moją (mam nadzieję) przyszłą pracą, a jest nią realizacja koncertów i innych imprez masowych. Jest to kurs, który sam sobie obrałem i dziś zaczynam następny rozdział z kolejną podróżą na szczyt, lecz ten jest wyższy niż jakikolwiek inny.
    Jednakże! To, że na tym blogu już więcej moich treści się nie pojawi nie oznacza, że kończę z pisaniem! Ja tylko kończę jedno "dzieło" by móc zacząć tworzyć nowe! I następny blog będzie o drodze, którą mam przed sobą do spełnienia marzenia, będę opisywał jej uroki, przeszkody, swoje wizje, pomysły i plany na dalszą wędrówkę!
    Dziś ze łzami w oczach kończę pewien rozdział swojego życia, by zacząć kolejny, a kto wie - może jeszcze coś tu się zadzieje ;) !
    Dziękuję wszystkim!